piątek, 13 lutego 2015

Rozdział III

-Jourdan-

   Nawet nie zauważyłam kiedy to się stało. Leżałam w połowie okryta kołdrą na łóżku zaraz obok Justina. Naga. Nie wiem jak mogłam do tego dopuścić. Miałam się trzymać od niego z daleka, miałam nie wpuszczać go NIGDZIE i POD ŻADNYM POZOREM. Jednak, stało się. Cholera jasna. Podniosłam głowę, żeby na niego spojrzeć. Spał. Był taki jak zawsze, idealny. Lekko potargane, jasne włosy, świerzy zarost, pełne, malinowe usta, gładki tors. Jego klatka unosiła się spokojnie w górę i w dół, nadając rytm oddechowi. Przyglądałam mu się tak chwilę, po czym wstałam z łóżka. Wsunęłam na nagie ciało satynowy szlafrok i wyszłam boso z sypialni. Poszłam powoli do łazienki odgarniając włosy do tyłu. Obmyłam twarz chłodną wodą i spojrzałam w lustro. Spojrzała na mnie ciemnooka dziewczyna. Patrzyłam tak chwilę sama na siebie gdy usłyszałam za sobą głos.
-Czemu wyszłaś? - wychrypiał stając za mną.
-Potrzebowałam się odświerzyć... - wyszeptałam. Nie chciałam z nim rozmawiać, każda dalej zachodząca z nim rozmowa przekonywałaby mnie, że popełniłam błąd.
-A teraz wrócisz?
-Justin, myślę, że powinieneś już iść - powiedziałam szybko patrząc na umywalkę.
-Jest późno... - zaczął.
-Więc ja śpię na kanapie - przerwałam mu niemalże od razu i ominęłam go wychodząc z łazienki. Nie dałam się przekonywaniom Justina, dalszą część nocy spędziłam na kanapie.
   Obudził mnie mocny zapach kawy. Otworzyłam powoli oczy i zobaczyłam Justina robiącego coś w kuchni. Podparłam się na łokciach i ziewnęłam. Chłopak się odwrócił.
-Dzień dobry - mruknął z lekkim uśmiechem na twarzy.
-Dzień dobry - wymamrotałam niechętnie.
-Zaraz się zmywam, zrobiłem Ci śniadanie - założył bluzę, którą miał wcześniej.
-Oh, dziękuję - pokiwałam głową i wstałam. Związałam włosy w kucyka i odprowadziłam Justina do drzwi. Czułam się cholernie niezręcznie. Właściwie czułam się niezręcznie od nocy aż do teraz.
-Dzięki - mruknął i nachylił się, aby mnie pocałować. Ja jednak odsunęłam głowę.
-Justin... - westchnęłam ciężko odsuwając ciało od niego. Pokiwał głową, wydaje mi się, że ze zrozumieniem, a następnie wyszedł z apartamentu. Słyszłam jeszcze jak uderza dłonią o ścianę po czym poszłam do kuchni, żeby zjeść to co mi przygotował. Moim oczom ukazała mi się sałatka owocowa, taka jaką zawsze lubiłam jeść. Zawsze wstawał rano, żeby mi ją zrobić. Stop, nie mogę tak o tym wszystkim myśleć. Jednak wiem, że to wszystko do mnie wraca. Cała ta przeszłość, wszystkie rany, których nie chcę rozdrapywać. Jednak to nie daje mi spokoju i wiem, że poniosę tego konsekwencję. Jourdan, przestań. Wiem, że muszę zjeść, ogarnąć twarz, ubrać się i wychodzić załatwić kilka spraw na mieście. Tak właśnie zrobiłam.
 
-Justin-

   Wiedziałem, że nie jest na tyle silna, nigdy nie była. Nie umiała, nigdy w życiu nie umiała się nie oddać moim pocałunkom, wiedziałem, że to zadziała. Czy dlatego przyszedłem? Nie, chyba nie. Nie przyszedłem tylko dla seksu. Znaczyła coś więcej. Chociaż, spójrzmy prawdzie w oczy, ja właśnie tego wczoraj potrzebowałem. Cholerna męska potrzeba. Za to nienawidzę naszej natury. Jednak, co ja mogę właściwie poradzić? Nic. No właśnie. Za każdym razem gdy ją widzę chcę ją pocałować. Jej niewinny wzrok, lekki uśmiech lub zdenerwowanie, złość, zaciśnięte usta, wściekłość w jej pięknych oczach. Nieważne co zrobi, zawsze zmięknie mi serce. Dziękuję za to, że ją mam. Dziękuję za każdą sekundę, którą zgodziła się ze mną spędzić. Nie ważne czy w kłótni czy w zgodzie. Zawsze tu była. Teraz nie czuję jej obecności wcale, ten dom jest taki pusty bez niej, bez jej śmiechu, bez zapachu codziennie robionego przez nią śniadania, bez odgłosu jej bosych stóp biegających po schodach gdy próbowałem ją złapać...

-Nie złapiesz mnie!!! - zachichotała naciągając moją koszulę na swoje pośladki, biegnąc przed siebie, żebym tylko jej nie dosięgł. Ja jednak się nie dałem. Ruszyłem za nią, żeby dostać to, co chciałem.
-Żebyś się nie zdziwiła mała - parsknąłem śmiechem już prawie ją mając, jednak ona przebiegła przez kanapę i stanęła za nią. Teraz tylko to nas dzieliło. Oboje dyszeliśmy z uśmiechami na twarzach. 
-Nie dostaniesz - wytknęła mi język - straciłeś swoją szansę - zaśmiała się, a ja wpadłem na pomysł. Zrobiłem smutną minę poddanego.
-Okej, masz mnie - uniosłem ręce, a ona zdziwiona uniosła brew.
-Nie wierzę - parsknęła.
-To musisz, bo właśnie to robię. Poddaję się - poszedłem do kuchni, po chwili usłyszałem, że idzie za mną. Wtedy się odwróciłem i złapałem ją w pasie przerzucając sobie przez ramię.
-Co robisz?!! - pisnęła zwisając z mojego ramienia. Położyłem ją na kanapie i nachyliłem się.
-Biorę to co miałaś mi dać - złączyłem nasze usta. Wygrałem.

   Niedziela zawsze mija wolno. Jednak ta mija wyjątkowo nudno. Siedzę przed telewizorem, skaczę po kanałach, czasem zatrzymam na jakiś program. Czy w tej telewizji nic nie ma? Spojrzałem na rozpiskę. "NCIS" zaczynają się za 10 minut, mam jeszcze chwilkę. Wstałem z kanapy przeciągając się. Właśnie miałem wchodzić do kuchni zrobić sobie coś do jedzenia gdy usłyszałem dźwięk komórki. Kto może dzwonić dzisiaj? Przecież nie pracuję. Podszedłem powolnym, niedbałym ruchem do stolika i chwyciłem aparat. Moje oczy automatycznie się rozszerzyły gdy zobaczyłem imię Jourdan na ekranie. Przesunąłem palcem zieloną słuchawkę i przyłożyłem telefon do ucha.
-Jou.... - zacząłem jednak przerwał mi szloch. Tylko tak to mogę nazwać. Najgorszy dźwięk, powtarzający się i za każdym razem raniący moje serce coraz bardziej.
-J..Justin? - wyjęczała przez łzy. Coś było nie tak, a ja musiałem wiedzieć co. Jak najszybciej.

   Wbiegłem do apartamentu Jourdan najszybciej jak mogłem. Gdy tylko powiedziała krótkie, bolesne "przyjedź" wsiadłem w auto i ruszyłem. Wbiegłem szybko po schodach nie zważając na wysokie piętro i otworzyłem drzwi z impetem. Rozejrzałem się po mieszkaniu mierzwiąc w zdenerwowaniu włosy i oddychając ciężko przez ilość przebiegniętych schodów.
-JOURDAN?! - wydarłem się na całe mieszkanie. Cisza. - JOURDAN?!!! - powtórzyłem i po chwili usłyszałem cichy płacz. Jakby ciche wołanie o pomoc. Zacząłem zaglądać we wszystkie możliwe miejsca gdzie mogła być, nawet w te najbardziej absurdalne. Znalazłem ją w łazience. Siedziała podkulona obok dużej okrągłej wanny. Przełknąłem z trudnością gule w gardle widząc ją w takim stanie. Siedziała tam, mała, skulona, w samej bieliźnie i koszulce. Włosy miała przyklejone do twarzy od płaczu.
-Jou... - szepnąłem jak najszybciej podchodząc do niej i kucając przy niej. Odgarnąłem włosy z jej twarzy i uniosłem ją do góry by na mnie spojrzała. - Jourdan co się dzieje, co jest? - wyszeptałem jak najdelikatniej bojąc się, że najmniejsze słowo może ją zranić.
-J..Ja - zaczęła szlochać, jąkać się przez własne łzy.
-Powoli, spokojnie, jestem tu - szepnąłem gładząc jej policzki by się uspokoiła.
Zamknęła oczy próbując się uspokoić jednak kolejna łza spłynęła po jej policzku. Próbowała wciągnąć powietrze, ale tylko się nim zachłysnęła. Przysunąłem jej głową do mojej klatki piersiowej by poczuła się bezpieczniej.
-Czekałam... - wydobyła z siebie.
-Na co? - zmarszczyłem brwi zdezorientowany.
-Ciebie, aż znów mi pomożesz...


________________________________________________________________________________

Oto i rozdział 3! 
Muszę Was ogromnie przeprosić za to, że musieliście czekać az MIESIĄC. Jednak miałam przed sobą ważny międzynarodowy egzamin, następnie bal gimnazjalny i trzy dni egzaminów próbnych. Moje życie wyglądało jak jedna wielka szkolna książka. Co prawda jestem po, ale nadal przygotowuję się do egzaminów gimnazjalnych, jednak postaram się teraz dodawać rozdziały regulernie. Mam nadzieję, że mi wybaczacie. Ff będę pisać z innego konta gdyż to jest moje osobiste.

A więc pewnie nienawidzicie mnie za to jak skończyłam ten rozdział, ale niedługo dowiecie się o co chodzi. W czym ZNÓW Justin ma pomóc Jourdan...?

KOCHAM WAS


P.S;
Czy ktoś z Was (nie obrażę się jak kilka osób) może "rozsławić" moje ff na twitterze? Piszcie i polecajcie jeśli możecie.
 PROSZĘ O KOMENTARZE POD ROZDZIAŁAMI

czwartek, 1 stycznia 2015

Rozdział II

-Justin-

     Znowu mnie odrzuciła. Robi to za każdym, pieprzonym razem gdy staram się z nią porozmawiać. "Nie masz się czemu dziwić" mówi Ryan, zawsze gdy siedzę załamany w domu. Przyjaciel. Nie mogę narzekać, bo wspiera mnie na każdym kroku, ale w tej kwesti, ma jedno zakodowane zdanie. Jestem sam sobie winien i ona ma prawo mnie odrzucać. Tyle, że ja się zmieniłem! Nikt nie chce mi w to uwierzyć i powtarzają "daj sobie spokój, żyj własnym życiem". Okej, mam żyć własnym życiem. Tyle, że moim życiem jest ONA. Nic już na to nie poradzę. Uzależniłem się od jej obecności. Była tu zawsze. Każdy kąt tego domu kojarzy mi się właśnie z nią. Sypialnia tym bardziej. Ostatnio nawet przestałem tam sypiać przez myśli o niej. Jednak nawet gdy leżę sam, na kanapie, starając się skupić na filmie, myślę o niej, bo to tutaj spędzaliśmy razem wieczory. To przy tamtym stole jedliśmy wspólne śniadania. To na tamtym blacie sadzałem ją całując. To na tamtym korytarzu pękaliśmy ze śmiechu po każdej imprezie. Nie umiem innaczej żyć. To trwało za długo.
     Ja. Justin Drew Bieber. Dwudziesto trzy letni młody mężczyzna. Fotograf. To w ten sposób zarabiam, w dodatku wystarczająco duzo pieniędzy. Urodziłem się w Stratford, w Kanadzie. Mam młodsze, przeurocze rodzeństwo. Jazzy i Jaxon. Wyprowadziłem się z domu dosyć szybko pod pretekstem "poszukiwania wlasnej osobowości". Gdy miałem dwadzieścia lat mieszkałem już w Nowym Jorku, w centrum, jako fotograf. W jednej z agencjii poznałem początkującą modelkę, Jourdan. Tak właśnie się poznaliśmy, zakochaliśmy w sobie. Mieszkaliśmy razem w moim domu. Mogłem ją fotografować dwadzieścia cztery godziny na dobę. Zawsze wyglądała tak pięknie. Jednak ja ją zdradzilem. Teraz moje życie to praca, nic innego. Co mogę zrobić?
-Idź do klubu, poderwij jakąś laskę, umów się z nią, postaw jej drinka, zaszalej, prześpij się z nią, a potem w tragiczny, ale i filmowy sposób PORZUĆ! - Chaz chyba zbyt wczuł się w role sercowego eksperta.
-Chaz, nie każdy chodzi do klubów tylko po to, żeby przelecieć jakąś laskę - wtrącił się Ryan.
-Ta Twoja Cass narobiła Ci wody z mózgu - jęknął niezadowolony Chaz. Obserwowałem tą bezsensowną wymianę zdań, pijąc piwo i patrząc przed siebie w ciemne drzewa. Siedzieliśmy właśnie na tarasie, była przyjamna i ciepła noc. W tym momencie zatęskniłem za Jou siedzącą wieczorami na moich kolanach.
-Wychodzę chłopaki, jadę do siebie - westchnąłem wstając i biorąc kurtkę do ręki. Zignorowałem ich nalegania, żebym został. Byłem przybity wczorajszą sytuacją. Próbowałem, znowu porozmawiać z Jourdan. Wyszło jak zwykle.

-Jourdan-

     Jakim cudownym sposobem wygramoliłam się, zaspana z łózka. Spojrzałam na zegarek. 02:10. w głowie miałam tylko jedną myśl. Kto przyjeżdża do centrum o drugiej w nocy i dobija się do moich drzwi? Powlokłam się przed duży, delikatnie oświetlony salon i zaczęłam otwierać drzwi. Otworzyłam je, ale i w tym momencie ziwenęłam. Gdy otworzyłam oczy zobaczyłam bardzo dobrze znaną mi, genialnie zbudowaną sylwetkę.
-Justin... - westchnęłam bardzo ciężko widzac byłego chłopaka.
-Hej Jou, chyba Cię obudziłem - złapał w zęby dolną wargę, speszony.
-Tak, spałam - westchnęłam owijając się szlafrokiem i spojrzałam na niego trochę łagodniej.
-Chciałem sprawdzić co u Ciebie...
-Wejdź - wypaliłam przerywając mu. Będziesz tego żałować Jourdan Dallas. Wchodzimy do salonu, podkręcam delikatnie światło, ale Justin chwyta moją dłoń.
-Zostaw, tak jest idealnie.
-Um.. - odchrząkam - Chciałbyś się czegoś napić? Wina?
-Z chęcią - mruczy cicho. Idę do kuchni i wyjmuję dwa kieliszki do czerwonego wina, następnie dużą, zgrabna butelkę. Wkręcam korkociąg, mam jednak za słabe dłonie i chcąc nie chcąc podaję mu wino. - Otworzysz proszę?
-Jasne - kiwa od razu głową i zręcznie wyjmuje korek z wina. W formie jak zawsze.
-Chyba siłownia w domu nadal Ci służy - zaśmiałam się cicho.
-Korzystam z niej codziennie, jak tylko mam chwilę, czyli w sumie rzadko.
-Właśnie, jak w pracy? Masz dużo zleceń? - podaję mu kieliszek. Chwyta go.
-Tak, idzie mi coraz lepiej, jednak brakuje mi jednej takiej modelki...
Cisza. To ten moment, w którym na filmach jedno rzuca się na drugie i całuje jakby od miesiąca nie uprawiało seksu? Chyba tak, jedak żadne z nas nie wykonuje ruchu. Patrzę chwilę na kieliszek, potem przenoszę wzrok na Justina, który intensywnie wpatruje się w moją twarz.
-Chyba nie miałem tego mówić...
-Chyba tak...
Znowu milczymy. Kolejna taka cisza i znowu żadne z nas nie wykonuje najmniejszego ruchu. Dokańczam lampkę wina i odstawiam kieliszek na bok, Justin robi to samo. Wymijam blat i szturcham przez przypadek go w łokieć. Wino ląduje na jego koszulce.
-Cholera przepraszam - szybko biorę kawałek ręcznika papierowego i zaczynam wycierać plamę, Staram się zetrzeć ślad nie patrząc na niego. On jednak unosi mój podbródek i całuje delikatnie moje usta. Cholera, czy wszystko musi się dziać jak w dennej komedii romantycznej?








Oto rozdzał II!!! Przepraszam, że tak długo jednak święta to
 święta i komputer był nieruszany. Dziękuję za tyle wyświetleń!
 Jeśli się Wam naprawdę podoba, proszę udostępniajcie link.
Ze mną skontaktujecie się przez konto @HomeToAGrande
lub @bocaforbieber. SZCZĘŚLIWEGO NOWEGO ROKU KOCHANI. 

P.S komentarze pod rozdziałami mile widziane! To daje mi dużą motywację!!! 

wtorek, 23 grudnia 2014

Rozdział I

 -Jourdan-

  "Do przodu" słyszę. "Nie, nie! Bardziej w lewo" kolejne polecenie, "tak, dobrze" moment pochwały, "nie, nie" kolejne. Czy to jest trudna praca? Zdecydowanie tak. Jednak, lubię to robić. Modeling nie zawsze mi się podobał, ale kiedy stwierdziłam, że nic mi lepiej nie idzie postanowiłam się wziąć właśnie za to. Początek był trudny. Jestem niską osobą i myślałam, że żaden fotograf nie zwróci na mnie uwagi. Teraz jestem jedną coraz częściej wybieraną do sesji zdjęciowych modelką. Moje życie się obróciło o 180 stopni. Zaczynałam je dosyć zwyczajnie. Dom jednorodzinny, mama, tata, siostra, brat. Szkoła, byłam mądrym dzieckiem. Trafiłam, więc do następnej, świetnej szkoły. Każdą z klas ukończyłam ze stypendium. Mogłam być kim chciałam, ale ja nie wiedziałam, kim chcę być. Potem? Nastolatka, bunt, pierwszy chłopak, kłótnia z mamą, ucieczka z domu, do przyjaciółki, mój plan na tę cudowną ucieczkę nie był powalający. Wróciłam, przestałam sprawiać problemy, dostałam się na studia, ale ich nie skończyłam. Wyjechałam. Miałam dosyć życia w małym miasteczku i w ten sposób pojawił się fantastyczny NOWY JORK! Zaczęłam chodzić po agencjach i tak jestem teraz tu gdzie jestem. Temat miłości, wolę odłożyć na boczny plan. Mieszkałam skromnie, ze współlokatorką Melody, w małym mieszkanku na obrzeżach miasta. Teraz mieszkam w apartamencie z widokiem na miasto. Jest mi tu dobrze, moja kariera się rozwija, czego chcieć więcej?
   -Miłośc, Jourdan, miłość. Tego Ci w życiu brakuje, brakuje Ci kogoś obok kogo będziesz się budzić, obok kogo będziesz zasypiać, kogoś z kim spędzisz resztę życia, kogoś kto będzie Cię zaspokajał i psychicznie, i fizycznie. - patrzę na Melody z uniesionymi brwiami trzymając drinka w dłoni. Dziewczyna zawsze mi robiła wykłady o tym "Co powinna mieć Jourdan Dallas i czego powinna nie mieć".
-Mam 20 lat, świetną pracę, a raczej karierę i ogromne mieszkanie z widokiem na Nowy Jork. Jak chcę seksu to wystarczy, że zaczepię kogoś w klubie, widzisz? Zapokoi moją potrzebę fizyczną, a w dodatku zasnę i obudzę się obok niego. - uśmiecham się do niej sporadycznie.
-Nigdy się nie przekonasz do znalezienia sobie faceta, prawda?
-Prawda - wstaję - A teraz idę tańczyć.
Ruszam na zatłoczony parkiet, poprawiam po drodze obcisłą czarną sukienkę, odgarniam włosy do tyłu i rozglądam się za jakimś chłopakiem, z którym mogłabym zatańczyć. Długo nie muszę czekać. Na mojej talii pojawia się para męskich dłoni, czuję jak moje plecy opierają się o umięśnioną klatkę piersiową i tors. Nie patrzę kto to, po prostu zaczynam poruszać się w rytm muzyki.
-Mogę Ci postawić drinka? - słyszę męski głos, chłopaka, który nadal ze mną tańczy.
-Myślę, ze to nie problem - idę z chłopakiem do baru, siadam na wysokim krześle i czekam na drinka.
-Mam na imię Mason - przedstawia mi się i po chwili rozmowa się rozkręca. Mason mieszka tu od urodzenia, jest na utrzymaniu rodziców i po prostu imprezuje, rozmawiam z nim dosyć długo, ale przerywa nam Melody.
-Jou, Justin tu jest zmywamy się - mówi w pośpiechu.
-Cholera jasna - warczę pod nosem i szybko żegnam się z chłopakiem, wybiegam niemal z klubu. Moja ulga nie trwa długo.
-Jourdan! - słyszę ten głos. Zaciskam mocno, pomalowane powieki i odwracam się powoli w stronę klubu. Stoi tam. Nic się nie zmienił, ma może więcej tatuaży, ale jest tak samo przystojny i ma ten sam wzrok gdy się od niego wyprowadzałam.
-Nie Justin, nie będę z Tobą "tylko rozmawiać", nie mam zamiaru, w tej chwili wsiadam do auta. - mówię w pośpiechu.
-Proszę Cię - szepcze niemal błagalnie. Widzę łzy w jego oczach, ale ja tego nie chcę.
-Nie, już Ci powiedziałam. Nie zranisz mnie nigdy więcej...
-Nie chciałem tego zrobić... - zaczyna, ale ja nie wytrzymuję.
-Nie cholera samo się stało! Ty nie wiesz jak Ci te wszystkie laski wskoczyły do łóżka! Nie... czekaj, one Ci nie wskoczyły do łóżka. Ty sam je tam zaprosiłeś! I robiłeś to, będąc ze mną.
-To nie prawda dobrze o tym wiesz! - krzynął w moją stronę.
-Nie, nie prawda. Jesteś głupi czy głupi? Człowieku nie masz nic na swoje usprawiedliwienie, jesteś zwykłym dziwkarzem...
-JOURDAN DALLAS!!! - wrzasnął tak, że mnie zamurowało. Wiedział, że to na mnie działa, zawsze na mnie działało. Nigdy mi nie dał w ten sposób wygrać. Przez ten ruch zawsze przegrywałam. Odwróciłam wzrok przełykając głośno ślinę.
-Jourdan... - powiedział surowym, ale łagodniejszym tonem. Pokręciłam głową. Zaczął iść w moją stronę, ale ja się cofnęłam.
-Nie dam Ci ponownie zniszczyć swojego życia, nie dam.


________________________________________________________________________________

No i pierwszy rozdział! Powalający on nie jest i długi też nie, ale jestem niezmiernie zmęczona. Po (lub w trakcie) świętach pojawi się rozdział II. Jeśli Wam się podoba proszę komentujcie, to mi dodaje otuchy!

Prolog

PROLOG

    Budzę się. Nie sam. Drobna dłoń zakończona długimi, zadbanymi paznokciami przejeżdża po moim ramieniu. Ciepłe, miękkie, pełne usta dotykają delikatnie skóry na mojej klatce piersiowej. Uśmiecham się. Nie otwieram oczu. Jeszcze nie. Po chwili czuję niewielki ciężar na moim torsie. Tym razem obie dłonie przesuwają się po mojej klatce piersiowej i zatrzymują się na ramionach. Czuję delikatne łaskotanie. To jej włosy, długie, prawie do pasa, brązowe. Jak każdej nocy luźno puszczone, uwolnione od wszelkich gumek i spinek. Dlatego najbardziej lubię patrzeć na nią wieczorem i rano. Nie ma makijażu, upiętych włosów, różnych sukienek, spódnic. Wtedy jest najpiękniejsza. "Nie patrz tak, wyglądam okropnie!" zawsze krzyczy gdy się jej przyglądam jak wchodzi do łóżka. Moje oczy nie potrafią zmienić kierunku, jest zbyt piękna.
-Może jednak postanowisz otworzyć swoje oczy i tak wiem, że nie śpisz - słyszę zabawną irytację w jej delikatnym, kobiecym głosie. 
Otwieram, więc jedno oko. Widzę jak unosi jedną brew do góry. Jest taka piękna.
-Nie chcę - mamroczę, w końcu zamykając oko. Zanim nadążam cokolwiek zrobić czuję uderzenie miękką poduszką. Od razu zrywam się z łóżka, ale ona wie co się szykuje, więc zanim się podnoszę ona już biegnie do drzwi z radosnym piskiem. Biegnę za nią. Schody są długie i kręte. Łapię ją pod koniec za talię i unoszę do góry, bo i tak wiem, że bym wygrał. 
-NIE, NIE, NIE, NIE - piszczy i śmieje się jednocześnie - Justinie Drew Bieberze, nakazuję Ci mnie puścić!!! 
-Ani mi się śni - śmieję się idąc w stronę łazienki. Otwieram drzwi i wchodzę do ogromnego pomieszczenia, stawiam ją w końcu na kafelkach. Ma na sobie tylko króciutkie koronkowe spodenki i do tego aksamitną bluzkę na naramkach. Poprawia komplet i marszczy nos widząc, że robię to co zwykle.
-Wiesz, że tego nie lubię, bo wyglądam okropnie? 
-Wyglądasz pięknie, już Ci to mówiłem tyle razy... - kładę dłonie na jej biodrach i przysuwam do siebie - A ty dobrze wiesz, że taką Cię lubię najbardziej.
-Wiem, Justin - kładzie obie dłonie na moich policzkach i jednym kciukiem gładzi prawy. Po chwili słyszę głośny dzwonek do drzwi. Wypuszczam głośno powietrze.
-Doroth.. 
-Dorothea, ma dzisiaj wolne, zapomniałeś? - przerywa mi - Dziś mieliśmy spędzić dzień razem, w domu, bez niej, więc sami pójdziemy otworzyć.
Idziemy, więc do drzwi. Trzymam niedbale jej dłoń, po chwili jesteśmy już pod ogromnym wejściem do domu. Naciskam ogromną, srebrną klamkę i moim oczom ukazuje się blondynka, zgrabna, ładna, ubrana w futro, czarne szpilki, na dworze jest chłodno.
-Dzień dobry Panie Bieber, jak pamiętam byliśmy umówieni - odkrywa futro, pod którym widzę tylko czarną, koronkową bieliznę. Bieliznę, którą sam kupiłem. Odwracam wzrok i widzę brązowe, pełne łez, duże oczy.
-Jourdan.... - zaczynam, lecz ona kręci głową.
-Znowu to zrobiłeś...