Nawet nie zauważyłam kiedy to się stało. Leżałam w połowie okryta kołdrą na łóżku zaraz obok Justina. Naga. Nie wiem jak mogłam do tego dopuścić. Miałam się trzymać od niego z daleka, miałam nie wpuszczać go NIGDZIE i POD ŻADNYM POZOREM. Jednak, stało się. Cholera jasna. Podniosłam głowę, żeby na niego spojrzeć. Spał. Był taki jak zawsze, idealny. Lekko potargane, jasne włosy, świerzy zarost, pełne, malinowe usta, gładki tors. Jego klatka unosiła się spokojnie w górę i w dół, nadając rytm oddechowi. Przyglądałam mu się tak chwilę, po czym wstałam z łóżka. Wsunęłam na nagie ciało satynowy szlafrok i wyszłam boso z sypialni. Poszłam powoli do łazienki odgarniając włosy do tyłu. Obmyłam twarz chłodną wodą i spojrzałam w lustro. Spojrzała na mnie ciemnooka dziewczyna. Patrzyłam tak chwilę sama na siebie gdy usłyszałam za sobą głos.
-Czemu wyszłaś? - wychrypiał stając za mną.
-Potrzebowałam się odświerzyć... - wyszeptałam. Nie chciałam z nim rozmawiać, każda dalej zachodząca z nim rozmowa przekonywałaby mnie, że popełniłam błąd.
-A teraz wrócisz?
-Justin, myślę, że powinieneś już iść - powiedziałam szybko patrząc na umywalkę.
-Jest późno... - zaczął.
-Więc ja śpię na kanapie - przerwałam mu niemalże od razu i ominęłam go wychodząc z łazienki. Nie dałam się przekonywaniom Justina, dalszą część nocy spędziłam na kanapie.
Obudził mnie mocny zapach kawy. Otworzyłam powoli oczy i zobaczyłam Justina robiącego coś w kuchni. Podparłam się na łokciach i ziewnęłam. Chłopak się odwrócił.
-Dzień dobry - mruknął z lekkim uśmiechem na twarzy.
-Dzień dobry - wymamrotałam niechętnie.
-Zaraz się zmywam, zrobiłem Ci śniadanie - założył bluzę, którą miał wcześniej.
-Oh, dziękuję - pokiwałam głową i wstałam. Związałam włosy w kucyka i odprowadziłam Justina do drzwi. Czułam się cholernie niezręcznie. Właściwie czułam się niezręcznie od nocy aż do teraz.
-Dzięki - mruknął i nachylił się, aby mnie pocałować. Ja jednak odsunęłam głowę.
-Justin... - westchnęłam ciężko odsuwając ciało od niego. Pokiwał głową, wydaje mi się, że ze zrozumieniem, a następnie wyszedł z apartamentu. Słyszłam jeszcze jak uderza dłonią o ścianę po czym poszłam do kuchni, żeby zjeść to co mi przygotował. Moim oczom ukazała mi się sałatka owocowa, taka jaką zawsze lubiłam jeść. Zawsze wstawał rano, żeby mi ją zrobić. Stop, nie mogę tak o tym wszystkim myśleć. Jednak wiem, że to wszystko do mnie wraca. Cała ta przeszłość, wszystkie rany, których nie chcę rozdrapywać. Jednak to nie daje mi spokoju i wiem, że poniosę tego konsekwencję. Jourdan, przestań. Wiem, że muszę zjeść, ogarnąć twarz, ubrać się i wychodzić załatwić kilka spraw na mieście. Tak właśnie zrobiłam.
-Justin-
Wiedziałem, że nie jest na tyle silna, nigdy nie była. Nie umiała, nigdy w życiu nie umiała się nie oddać moim pocałunkom, wiedziałem, że to zadziała. Czy dlatego przyszedłem? Nie, chyba nie. Nie przyszedłem tylko dla seksu. Znaczyła coś więcej. Chociaż, spójrzmy prawdzie w oczy, ja właśnie tego wczoraj potrzebowałem. Cholerna męska potrzeba. Za to nienawidzę naszej natury. Jednak, co ja mogę właściwie poradzić? Nic. No właśnie. Za każdym razem gdy ją widzę chcę ją pocałować. Jej niewinny wzrok, lekki uśmiech lub zdenerwowanie, złość, zaciśnięte usta, wściekłość w jej pięknych oczach. Nieważne co zrobi, zawsze zmięknie mi serce. Dziękuję za to, że ją mam. Dziękuję za każdą sekundę, którą zgodziła się ze mną spędzić. Nie ważne czy w kłótni czy w zgodzie. Zawsze tu była. Teraz nie czuję jej obecności wcale, ten dom jest taki pusty bez niej, bez jej śmiechu, bez zapachu codziennie robionego przez nią śniadania, bez odgłosu jej bosych stóp biegających po schodach gdy próbowałem ją złapać...
-Nie złapiesz mnie!!! - zachichotała naciągając moją koszulę na swoje pośladki, biegnąc przed siebie, żebym tylko jej nie dosięgł. Ja jednak się nie dałem. Ruszyłem za nią, żeby dostać to, co chciałem.
-Żebyś się nie zdziwiła mała - parsknąłem śmiechem już prawie ją mając, jednak ona przebiegła przez kanapę i stanęła za nią. Teraz tylko to nas dzieliło. Oboje dyszeliśmy z uśmiechami na twarzach.
-Nie dostaniesz - wytknęła mi język - straciłeś swoją szansę - zaśmiała się, a ja wpadłem na pomysł. Zrobiłem smutną minę poddanego.
-Okej, masz mnie - uniosłem ręce, a ona zdziwiona uniosła brew.
-Nie wierzę - parsknęła.
-To musisz, bo właśnie to robię. Poddaję się - poszedłem do kuchni, po chwili usłyszałem, że idzie za mną. Wtedy się odwróciłem i złapałem ją w pasie przerzucając sobie przez ramię.
-Co robisz?!! - pisnęła zwisając z mojego ramienia. Położyłem ją na kanapie i nachyliłem się.
-Biorę to co miałaś mi dać - złączyłem nasze usta. Wygrałem.
Niedziela zawsze mija wolno. Jednak ta mija wyjątkowo nudno. Siedzę przed telewizorem, skaczę po kanałach, czasem zatrzymam na jakiś program. Czy w tej telewizji nic nie ma? Spojrzałem na rozpiskę. "NCIS" zaczynają się za 10 minut, mam jeszcze chwilkę. Wstałem z kanapy przeciągając się. Właśnie miałem wchodzić do kuchni zrobić sobie coś do jedzenia gdy usłyszałem dźwięk komórki. Kto może dzwonić dzisiaj? Przecież nie pracuję. Podszedłem powolnym, niedbałym ruchem do stolika i chwyciłem aparat. Moje oczy automatycznie się rozszerzyły gdy zobaczyłem imię Jourdan na ekranie. Przesunąłem palcem zieloną słuchawkę i przyłożyłem telefon do ucha.
-Jou.... - zacząłem jednak przerwał mi szloch. Tylko tak to mogę nazwać. Najgorszy dźwięk, powtarzający się i za każdym razem raniący moje serce coraz bardziej.
-J..Justin? - wyjęczała przez łzy. Coś było nie tak, a ja musiałem wiedzieć co. Jak najszybciej.
Wbiegłem do apartamentu Jourdan najszybciej jak mogłem. Gdy tylko powiedziała krótkie, bolesne "przyjedź" wsiadłem w auto i ruszyłem. Wbiegłem szybko po schodach nie zważając na wysokie piętro i otworzyłem drzwi z impetem. Rozejrzałem się po mieszkaniu mierzwiąc w zdenerwowaniu włosy i oddychając ciężko przez ilość przebiegniętych schodów.
-JOURDAN?! - wydarłem się na całe mieszkanie. Cisza. - JOURDAN?!!! - powtórzyłem i po chwili usłyszałem cichy płacz. Jakby ciche wołanie o pomoc. Zacząłem zaglądać we wszystkie możliwe miejsca gdzie mogła być, nawet w te najbardziej absurdalne. Znalazłem ją w łazience. Siedziała podkulona obok dużej okrągłej wanny. Przełknąłem z trudnością gule w gardle widząc ją w takim stanie. Siedziała tam, mała, skulona, w samej bieliźnie i koszulce. Włosy miała przyklejone do twarzy od płaczu.
-Jou... - szepnąłem jak najszybciej podchodząc do niej i kucając przy niej. Odgarnąłem włosy z jej twarzy i uniosłem ją do góry by na mnie spojrzała. - Jourdan co się dzieje, co jest? - wyszeptałem jak najdelikatniej bojąc się, że najmniejsze słowo może ją zranić.
-J..Ja - zaczęła szlochać, jąkać się przez własne łzy.
-Powoli, spokojnie, jestem tu - szepnąłem gładząc jej policzki by się uspokoiła.
Zamknęła oczy próbując się uspokoić jednak kolejna łza spłynęła po jej policzku. Próbowała wciągnąć powietrze, ale tylko się nim zachłysnęła. Przysunąłem jej głową do mojej klatki piersiowej by poczuła się bezpieczniej.
-Czekałam... - wydobyła z siebie.
-Na co? - zmarszczyłem brwi zdezorientowany.
-Ciebie, aż znów mi pomożesz...
________________________________________________________________________________
Oto i rozdział 3!
Muszę Was ogromnie przeprosić za to, że musieliście czekać az MIESIĄC. Jednak miałam przed sobą ważny międzynarodowy egzamin, następnie bal gimnazjalny i trzy dni egzaminów próbnych. Moje życie wyglądało jak jedna wielka szkolna książka. Co prawda jestem po, ale nadal przygotowuję się do egzaminów gimnazjalnych, jednak postaram się teraz dodawać rozdziały regulernie. Mam nadzieję, że mi wybaczacie. Ff będę pisać z innego konta gdyż to jest moje osobiste.
KOCHAM WAS
P.S;
Czy ktoś z Was (nie obrażę się jak kilka osób) może "rozsławić" moje ff na twitterze? Piszcie i polecajcie jeśli możecie.
PROSZĘ O KOMENTARZE POD ROZDZIAŁAMI
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz