-Jourdan-
"Do przodu" słyszę. "Nie, nie! Bardziej w lewo" kolejne polecenie, "tak, dobrze" moment pochwały, "nie, nie" kolejne. Czy to jest trudna praca? Zdecydowanie tak. Jednak, lubię to robić. Modeling nie zawsze mi się podobał, ale kiedy stwierdziłam, że nic mi lepiej nie idzie postanowiłam się wziąć właśnie za to. Początek był trudny. Jestem niską osobą i myślałam, że żaden fotograf nie zwróci na mnie uwagi. Teraz jestem jedną coraz częściej wybieraną do sesji zdjęciowych modelką. Moje życie się obróciło o 180 stopni. Zaczynałam je dosyć zwyczajnie. Dom jednorodzinny, mama, tata, siostra, brat. Szkoła, byłam mądrym dzieckiem. Trafiłam, więc do następnej, świetnej szkoły. Każdą z klas ukończyłam ze stypendium. Mogłam być kim chciałam, ale ja nie wiedziałam, kim chcę być. Potem? Nastolatka, bunt, pierwszy chłopak, kłótnia z mamą, ucieczka z domu, do przyjaciółki, mój plan na tę cudowną ucieczkę nie był powalający. Wróciłam, przestałam sprawiać problemy, dostałam się na studia, ale ich nie skończyłam. Wyjechałam. Miałam dosyć życia w małym miasteczku i w ten sposób pojawił się fantastyczny NOWY JORK! Zaczęłam chodzić po agencjach i tak jestem teraz tu gdzie jestem. Temat miłości, wolę odłożyć na boczny plan. Mieszkałam skromnie, ze współlokatorką Melody, w małym mieszkanku na obrzeżach miasta. Teraz mieszkam w apartamencie z widokiem na miasto. Jest mi tu dobrze, moja kariera się rozwija, czego chcieć więcej?
-Miłośc, Jourdan, miłość. Tego Ci w życiu brakuje, brakuje Ci kogoś obok kogo będziesz się budzić, obok kogo będziesz zasypiać, kogoś z kim spędzisz resztę życia, kogoś kto będzie Cię zaspokajał i psychicznie, i fizycznie. - patrzę na Melody z uniesionymi brwiami trzymając drinka w dłoni. Dziewczyna zawsze mi robiła wykłady o tym "Co powinna mieć Jourdan Dallas i czego powinna nie mieć".
-Mam 20 lat, świetną pracę, a raczej karierę i ogromne mieszkanie z widokiem na Nowy Jork. Jak chcę seksu to wystarczy, że zaczepię kogoś w klubie, widzisz? Zapokoi moją potrzebę fizyczną, a w dodatku zasnę i obudzę się obok niego. - uśmiecham się do niej sporadycznie.
-Nigdy się nie przekonasz do znalezienia sobie faceta, prawda?
-Prawda - wstaję - A teraz idę tańczyć.
Ruszam na zatłoczony parkiet, poprawiam po drodze obcisłą czarną sukienkę, odgarniam włosy do tyłu i rozglądam się za jakimś chłopakiem, z którym mogłabym zatańczyć. Długo nie muszę czekać. Na mojej talii pojawia się para męskich dłoni, czuję jak moje plecy opierają się o umięśnioną klatkę piersiową i tors. Nie patrzę kto to, po prostu zaczynam poruszać się w rytm muzyki.
-Mogę Ci postawić drinka? - słyszę męski głos, chłopaka, który nadal ze mną tańczy.
-Myślę, ze to nie problem - idę z chłopakiem do baru, siadam na wysokim krześle i czekam na drinka.
-Mam na imię Mason - przedstawia mi się i po chwili rozmowa się rozkręca. Mason mieszka tu od urodzenia, jest na utrzymaniu rodziców i po prostu imprezuje, rozmawiam z nim dosyć długo, ale przerywa nam Melody.
-Jou, Justin tu jest zmywamy się - mówi w pośpiechu.
-Cholera jasna - warczę pod nosem i szybko żegnam się z chłopakiem, wybiegam niemal z klubu. Moja ulga nie trwa długo.
-Jourdan! - słyszę ten głos. Zaciskam mocno, pomalowane powieki i odwracam się powoli w stronę klubu. Stoi tam. Nic się nie zmienił, ma może więcej tatuaży, ale jest tak samo przystojny i ma ten sam wzrok gdy się od niego wyprowadzałam.
-Nie Justin, nie będę z Tobą "tylko rozmawiać", nie mam zamiaru, w tej chwili wsiadam do auta. - mówię w pośpiechu.
-Proszę Cię - szepcze niemal błagalnie. Widzę łzy w jego oczach, ale ja tego nie chcę.
-Nie, już Ci powiedziałam. Nie zranisz mnie nigdy więcej...
-Nie chciałem tego zrobić... - zaczyna, ale ja nie wytrzymuję.
-Nie cholera samo się stało! Ty nie wiesz jak Ci te wszystkie laski wskoczyły do łóżka! Nie... czekaj, one Ci nie wskoczyły do łóżka. Ty sam je tam zaprosiłeś! I robiłeś to, będąc ze mną.
-To nie prawda dobrze o tym wiesz! - krzynął w moją stronę.
-Nie, nie prawda. Jesteś głupi czy głupi? Człowieku nie masz nic na swoje usprawiedliwienie, jesteś zwykłym dziwkarzem...
-JOURDAN DALLAS!!! - wrzasnął tak, że mnie zamurowało. Wiedział, że to na mnie działa, zawsze na mnie działało. Nigdy mi nie dał w ten sposób wygrać. Przez ten ruch zawsze przegrywałam. Odwróciłam wzrok przełykając głośno ślinę.
-Jourdan... - powiedział surowym, ale łagodniejszym tonem. Pokręciłam głową. Zaczął iść w moją stronę, ale ja się cofnęłam.
-Nie dam Ci ponownie zniszczyć swojego życia, nie dam.
________________________________________________________________________________
No i pierwszy rozdział! Powalający on nie jest i długi też nie, ale jestem niezmiernie zmęczona. Po (lub w trakcie) świętach pojawi się rozdział II. Jeśli Wam się podoba proszę komentujcie, to mi dodaje otuchy!
wtorek, 23 grudnia 2014
Prolog
PROLOG
Budzę się. Nie sam. Drobna dłoń zakończona długimi, zadbanymi paznokciami przejeżdża po moim ramieniu. Ciepłe, miękkie, pełne usta dotykają delikatnie skóry na mojej klatce piersiowej. Uśmiecham się. Nie otwieram oczu. Jeszcze nie. Po chwili czuję niewielki ciężar na moim torsie. Tym razem obie dłonie przesuwają się po mojej klatce piersiowej i zatrzymują się na ramionach. Czuję delikatne łaskotanie. To jej włosy, długie, prawie do pasa, brązowe. Jak każdej nocy luźno puszczone, uwolnione od wszelkich gumek i spinek. Dlatego najbardziej lubię patrzeć na nią wieczorem i rano. Nie ma makijażu, upiętych włosów, różnych sukienek, spódnic. Wtedy jest najpiękniejsza. "Nie patrz tak, wyglądam okropnie!" zawsze krzyczy gdy się jej przyglądam jak wchodzi do łóżka. Moje oczy nie potrafią zmienić kierunku, jest zbyt piękna.
-Może jednak postanowisz otworzyć swoje oczy i tak wiem, że nie śpisz - słyszę zabawną irytację w jej delikatnym, kobiecym głosie.
Otwieram, więc jedno oko. Widzę jak unosi jedną brew do góry. Jest taka piękna.
-Nie chcę - mamroczę, w końcu zamykając oko. Zanim nadążam cokolwiek zrobić czuję uderzenie miękką poduszką. Od razu zrywam się z łóżka, ale ona wie co się szykuje, więc zanim się podnoszę ona już biegnie do drzwi z radosnym piskiem. Biegnę za nią. Schody są długie i kręte. Łapię ją pod koniec za talię i unoszę do góry, bo i tak wiem, że bym wygrał.
-NIE, NIE, NIE, NIE - piszczy i śmieje się jednocześnie - Justinie Drew Bieberze, nakazuję Ci mnie puścić!!!
-Ani mi się śni - śmieję się idąc w stronę łazienki. Otwieram drzwi i wchodzę do ogromnego pomieszczenia, stawiam ją w końcu na kafelkach. Ma na sobie tylko króciutkie koronkowe spodenki i do tego aksamitną bluzkę na naramkach. Poprawia komplet i marszczy nos widząc, że robię to co zwykle.
-Wiesz, że tego nie lubię, bo wyglądam okropnie?
-Wyglądasz pięknie, już Ci to mówiłem tyle razy... - kładę dłonie na jej biodrach i przysuwam do siebie - A ty dobrze wiesz, że taką Cię lubię najbardziej.
-Wiem, Justin - kładzie obie dłonie na moich policzkach i jednym kciukiem gładzi prawy. Po chwili słyszę głośny dzwonek do drzwi. Wypuszczam głośno powietrze.
-Doroth..
-Dorothea, ma dzisiaj wolne, zapomniałeś? - przerywa mi - Dziś mieliśmy spędzić dzień razem, w domu, bez niej, więc sami pójdziemy otworzyć.
Idziemy, więc do drzwi. Trzymam niedbale jej dłoń, po chwili jesteśmy już pod ogromnym wejściem do domu. Naciskam ogromną, srebrną klamkę i moim oczom ukazuje się blondynka, zgrabna, ładna, ubrana w futro, czarne szpilki, na dworze jest chłodno.
-Dzień dobry Panie Bieber, jak pamiętam byliśmy umówieni - odkrywa futro, pod którym widzę tylko czarną, koronkową bieliznę. Bieliznę, którą sam kupiłem. Odwracam wzrok i widzę brązowe, pełne łez, duże oczy.
-Jourdan.... - zaczynam, lecz ona kręci głową.
-Znowu to zrobiłeś...
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)