PROLOG
Budzę się. Nie sam. Drobna dłoń zakończona długimi, zadbanymi paznokciami przejeżdża po moim ramieniu. Ciepłe, miękkie, pełne usta dotykają delikatnie skóry na mojej klatce piersiowej. Uśmiecham się. Nie otwieram oczu. Jeszcze nie. Po chwili czuję niewielki ciężar na moim torsie. Tym razem obie dłonie przesuwają się po mojej klatce piersiowej i zatrzymują się na ramionach. Czuję delikatne łaskotanie. To jej włosy, długie, prawie do pasa, brązowe. Jak każdej nocy luźno puszczone, uwolnione od wszelkich gumek i spinek. Dlatego najbardziej lubię patrzeć na nią wieczorem i rano. Nie ma makijażu, upiętych włosów, różnych sukienek, spódnic. Wtedy jest najpiękniejsza. "Nie patrz tak, wyglądam okropnie!" zawsze krzyczy gdy się jej przyglądam jak wchodzi do łóżka. Moje oczy nie potrafią zmienić kierunku, jest zbyt piękna.
-Może jednak postanowisz otworzyć swoje oczy i tak wiem, że nie śpisz - słyszę zabawną irytację w jej delikatnym, kobiecym głosie.
Otwieram, więc jedno oko. Widzę jak unosi jedną brew do góry. Jest taka piękna.
-Nie chcę - mamroczę, w końcu zamykając oko. Zanim nadążam cokolwiek zrobić czuję uderzenie miękką poduszką. Od razu zrywam się z łóżka, ale ona wie co się szykuje, więc zanim się podnoszę ona już biegnie do drzwi z radosnym piskiem. Biegnę za nią. Schody są długie i kręte. Łapię ją pod koniec za talię i unoszę do góry, bo i tak wiem, że bym wygrał.
-NIE, NIE, NIE, NIE - piszczy i śmieje się jednocześnie - Justinie Drew Bieberze, nakazuję Ci mnie puścić!!!
-Ani mi się śni - śmieję się idąc w stronę łazienki. Otwieram drzwi i wchodzę do ogromnego pomieszczenia, stawiam ją w końcu na kafelkach. Ma na sobie tylko króciutkie koronkowe spodenki i do tego aksamitną bluzkę na naramkach. Poprawia komplet i marszczy nos widząc, że robię to co zwykle.
-Wiesz, że tego nie lubię, bo wyglądam okropnie?
-Wyglądasz pięknie, już Ci to mówiłem tyle razy... - kładę dłonie na jej biodrach i przysuwam do siebie - A ty dobrze wiesz, że taką Cię lubię najbardziej.
-Wiem, Justin - kładzie obie dłonie na moich policzkach i jednym kciukiem gładzi prawy. Po chwili słyszę głośny dzwonek do drzwi. Wypuszczam głośno powietrze.
-Doroth..
-Dorothea, ma dzisiaj wolne, zapomniałeś? - przerywa mi - Dziś mieliśmy spędzić dzień razem, w domu, bez niej, więc sami pójdziemy otworzyć.
Idziemy, więc do drzwi. Trzymam niedbale jej dłoń, po chwili jesteśmy już pod ogromnym wejściem do domu. Naciskam ogromną, srebrną klamkę i moim oczom ukazuje się blondynka, zgrabna, ładna, ubrana w futro, czarne szpilki, na dworze jest chłodno.
-Dzień dobry Panie Bieber, jak pamiętam byliśmy umówieni - odkrywa futro, pod którym widzę tylko czarną, koronkową bieliznę. Bieliznę, którą sam kupiłem. Odwracam wzrok i widzę brązowe, pełne łez, duże oczy.
-Jourdan.... - zaczynam, lecz ona kręci głową.
-Znowu to zrobiłeś...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz